niedziela, 19 czerwca 2016

Melodia życia

Podczas ostatnich odwiedzin w Polsce spotkałam starego znajomego, który w krótkiej rozmowie spytał, jak mi się wiedzie „tam, za granicą“. Moją pierwszą, spontaniczną reakcją była myśl, że dla mnie zagranica, to teraz Polska. Myśl ta zaskoczyła mnie na tyle, że w odpowiedzi na zadane pytanie wymamrotałam coś niewyraźnie, co znajomy musiał zinterpretować jako „nie bardzo“, bo wyraźnie się ucieszył. ;)
Tymczasem ja nadal dziwię się własnym odczuciom i mówię o nich z podejrzliwością, ale zignorować ich nie mogę. Uświadomiłam sobie nagle, że jakoś przegapiłam moment, w którym przestałam zamykać się w pokoju, by głośno słuchać polskich piosenek, połykając masowo krówki ciągutki oraz łzy frustracji i tęsknoty. Nie boję się już odbierać miejscowych telefonów, czy dyskutować (bezcelowo) z urzędnikami. Coraz częściej z przyjemnością sięgam po niemieckie książki i gazety.
Choć jeszcze niedawno uważałam to za nieprawdopodobne, czuję, że dojrzałam do podwójnej tożsamości. I na pewno nie dam wmówić sobie poczucia winy ani zdrady. Ja się niczego nie pozbywam, niczego nie wyrzekam i nie zapominam. Wręcz przeciwnie: kolekcjonuję doświadczenia, które mnie wzbogacają, wyostrzają wzrok i słuch, otwierają umysł. Są to doświaczenia, dzięki którym rosnę.
Pierwsze lata emigracji bywają bardzo trudne, pełne zwątpień, rozczarowań, frustracji i łez. O tym wie każdy, kto ma je za sobą. Jest to jednak czas bardzo cenny, owocny, hartujący i rozwijający. I co najważniejsze – mija.


Myślę, że jakaś forma emigracji potrzebna jest każdemu z nas. To ona uczy poznawać na nowo, odkrywać znaczenia obcych do tej pory zapachów, słów: kochać, tolerować, dawać szansę przypadkowi, ryzykować... Jeśli choć raz przekroczy się tę granicę – nie ma już powrotu. Dziś więc mam sny emigranta, który stoi po drugiej stronie. Jest w nich zupełnie inna niż kiedyś melodia życia.“ (Mariusz Zalejski)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz