środa, 24 lutego 2016

Magia tego miasta

Ciemno. Prawie noc. Zostawiam S. na pastwę dzieci i jadę na drugi koniec miasta na spotkanie autorskie z Joanną Bator. Gdy prawie już jestem na miejsce dzwoni Evelyn, że bilety wyprzedane. Wchodzimy, jeszcze próbujemy polskim sposobem: my możemy pod ścianą stać, albo pod stołem usiąść. Odbijamy się od: nie można. Przepisy. BHP i PPOŻ. Normalka. Znów ta bezsilność. Wychodzimy. To co, na wódkę? Zauważamy jednak kartkę: kilka ulic dalej wieczorek poświęcony Szymborskiej. Idziemy!
Trafiamy do kameralnej Buchhändlerkeller. Sala pełna. Inteligentne, ciekawe twarze, błyszczące oczy i zadbane siwe włosy. Jestem najmłodsza, co raczej rzadko mi się teraz zdarza. Słyszę tylko niemiecki. Chce nam się pić i napić, bierzemy więc Weißweinschorle. Czekamy na pokaz filmu o poetce. Obok nas, deklarujący wielką miłość do polskiej noblistki, berliński poeta i eseista Gert-Peter Merk. Pyta mnie o popularność Szymborskiej w ojczyźnie przed nagrodą. Po słowie wstępu gasną światła i przenoszę się o kilkaset kilometrów na wschód. Do siebie. Film jest po polsku, z niemieckimi napisami. Oglądam wzruszona. Chłonę każde słowo, każdy gest Szymborskiej. Dokument jest dla mnie uzupełnieniem niedawno przeczytanej biografii. Po projekcji brawa i długa kolejka po tomiki wierszy autorki.

Duszę się miewa.
Nikt nie ma jej bez przerwy
i na zawsze.

Dzień za dniem,
rok za rokiem
może bez niej minąć.

Czasem tylko w zachwytach
i lękach dziecińśtwa
zagnieżdża się na dłużej.
Czasem tylko w zdziwieniu,
że jesteśmy starzy.

Rzadko nam asystuje
podczas zajęć żmudnych,
jak przesuwanie mebli,
dźwiganie walizek
czy przemierzanie drogi w ciasnych butach.

Przy wypełnianiu ankiet
i siekaniu mięsa
z reguły ma wychodne.

Na tysiąc naszych rozmów
uczestniczy w jednej,
a i to niekoniecznie,
bo woli milczenie.

Kiedy ciało zaczyna nas boleć i boleć,
cichcem schodzi z dyżuru.

Jest wybredna:
niechętnie widzi nas w tłumie,
mierzi ją nasza walka o byle przewagę
i terkot interesów.

Radość i smutek
to nie są dla niej dwa różne uczucia.
Tylko w ich połączeniu
jest przy nas obecna.

Możemy na nią liczyć,
kiedy niczego nie jesteśmy pewni,
a wszystko nas ciekawi.

Z przedmiotów materialnych
lubi zegary z wahadłem
i lustra, które pracują gorliwie,
nawet gdy nikt nie patrzy.

Nie mowi skąd przybywa
i kiedy znowu nam zniknie,
ale wyraźnie czeka na takie pytania.

Wygląda na to,
że tak jak ona nam,
równiez i my
jesteśmy jej na coś potrzebni.

(Wisława Szymborska, Trochę o duszy)

Nie udało mi się spotkanie z Joanną Bator, którą "obejrzałam" sobie tylko przez szybę, wracając. Bardzo udało mi się za to spotkanie z Evelyn, panią Wisławą i własną duszą.

Buchhändlerkeller

3 komentarze:

  1. podziwiam i też zazdroszczę że znajdujesz jeszcze tyle czasu na kulturę, to piękne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, znajduję. Raz na miesiąc. A potem muszę odrobić zmywając gary. ;)

      Usuń