czwartek, 30 kwietnia 2015

Jesteśmy w Pradze

Dzieci padły. Może uda mi się napisać kilka zdań, zanim sama osunę się na podłogę. Za nami już dwa i pół bardzo aktywne i dwa luzackie dni w pięknej Pradze. Pomału, z żalem myślimy o powrocie. Planujemy napisać jeszcze co najmniej dwa wpisy o tym mieście i już teraz mogę Wam zdradzić, że będą one ociekały zachwytami i pochwałami.
Stolicę Czech zwiedzamy w naszym ulubionym, starym stylu bazującym na spontaniczności i szczęściu (lub też pechu). Styl ten próbujemy za każdym razem zmienić, podróż zaplanować, program ułożyć, nie dać się zaskoczyć. Zawsze kończy się tak samo. Przewodnik kupiony, lecz nieprzeczytany nosimy w plecaku. Na zabytki natykamy się często przypadkiem nie wgłębiając się w ich dzieje. Łapiąc impresje, długimi godzinami wędrujemy, przycupując w parkach i kawiarniach, lądując czasem w całkiem zaskakujących miejscach. 
Zwiedzanie z dziećmi ma swoje prawa i jeśli podróż ma być wytchnieniem i przyjemnością, a nie czystą postacią stresu, trzeba ich przestrzegać. Przede wszystkim bardzo niewskazany jest pośpiech. Trzeba pogodzić się z żółwim tempem, zrezygnować z wież widokowych, a czasem zamiast muzeum czy galerii zwiedzić plac zabaw. Poli wózek wygląda w tych dniach jak cygański wóz, którego koła aż skrzypią pod ciężarem całego dorobku życia. Wiadomo: ciuchy na każdą pogodę, zabawki, coś do picia i jedzenia i wiele innych, niezbędnych przedmiotów. W tym wszystkim my: cztery uśmiechnięte gęby. W tej najmniejszej, wiecznie ciekawsko rozdziawionej, lśnią dwa malutkie, nowiutkie, bieluchne ząbeczki! :)
Nie wiem, czy to kwestia przyzwyczajenia, czy też wyjątkowego tym razem szczęścia, ale jakoś bardzo pasuje mi to nasze luzackie zwiedzanie. Po prostu robimy to, na co mamy ochotę, gwiżdżąc na przewodniki, turystyczne highlighty i "uciekający" czas. Chłoniemy atmosferę miasta pod wiosenną okupacją.
Padłam.



4 komentarze:

  1. takie bobasy a tyle świata już zwiedziły - pozazdrościć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sama im zazdroszczę, choć też sporo podróżowałam. Jest też coś, czego one mogą zazdrościć mi: to jazda nad morze wypchanym po brzegi Maluchem! Ha, tego raczej nie doświadczą! :)))

      Usuń
  2. Aż chce się ten wpis czytać parę razy tak ocieka fajniością rodzinnego wypadu: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i topniejącym lodem, który poplamił i pokleił bluzę, buty i ręce... tak, fajnie było :D

      Usuń