poniedziałek, 26 stycznia 2015

Zakichany pomidor

Napisała Pol (3 miesiące)

U nas od niedzieli rodzinne koncertowanie. A psik, nadaje ton Mama. Ehe, ehe, kaszląc włącza się Nat. Papa głośno wyciera nos, a ja pokrzykuję od czasu do czasu, żeby mnie nie zapodziali pod stertą chusteczek. 
Mama chodzi naburmuszona. Nie dość, że plany weekendowe nie wypaliły, to jeszcze przepadła jej dzisiejsza gimnastyka poporodowa. Natowi, który oczywiście został dziś w domu, przepadł pierwszy dzień "zielonego tygodnia" w przedszkolu (uczą się kolorów). Papa, jak to Papa, poszedł do pracy. Wszyscy są drażliwi i nikt nie drapie mnie po brzuszku.
Są jednak też dobre strony takiego globalnego przeziębienia. Cały dzień spędziliśmy dziś w łóżku, które zamieniało się we wszystko, w co chcieliśmy: w statek, rakietę, zoo. Mówię Wam, świetna zabawa! Szkoda tylko, że mi, z racji wrodzonej nieruchliwości przypadają zawsze pasywne role. W rakiecie byłam jedyną kosmonautką obciążoną grawitacją. Na statku byłam majtką zabitą przez złego pirata. W klatce lwa (w tej roli Nat) byłam zgniłym pomidorem wrzuconym tam przez złośliwego pawiana (Mama). No nic, Julia Roberts też trochę już czeka na rolę życia. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz