czwartek, 15 stycznia 2015

Ile szczęścia w worku pyrów

Napisał Nat (lat 3)

Spadłem na buźkę ze schodków prowadzących do ogrodu i nabiłem sobie guza. Mama mówi, że wyglądam jak bokser i żebym się publicznie nie pokazywał i nie rozniecał głupich plotek. Nie wiem za bardzo o co chodzi z tymi plotkami, ale niech będzie.
Opowiem Wam dziś w takim razie o jednej ze wspanialszych przygód minionego lata. 
Wraz z Mamą, Papą i Baby Polą, która mieszkała jeszcze w brzuchu Mamy, wybraliśmy się pod Berlin do Krainy Truskawek. Opowiedział nam o niej inny mały mieszkaniec Berlina - Jan. Dzięki stary!
Co to był za dzień! Przygoda za przygodą!
Byłem Winnetou galopującym przez prerie. 


Jak Indiana Jones w wagoniku, tak ja na worku po pyrach uciekałem przed strasznymi bandytami.


Byłem Jamesem Bondem balansującym na krawędzi zycia i smielci.


 I Hannibalem Lecterem delektującym się galaretowatą, czerwoną mazią.


Przy tym wszystkim wyglądałem pięknie i niewzruszenie jak Krzysio Ibisz. 


To nawet nie połowa atrakcji czekających na Was w Karls pod Berlinem. W linku znajdziecie wszystkie informacje. Jeśli nie, spytajcie mamę. Mamy zawsze wszystko wiedzą!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz