piątek, 7 października 2016

Skok w kolorowe liście

Kochani, bierzemy teraz spory rozbieg i przeskakujemy, z wczesnego lata do dojrzałej już jesieni. Oj, przedłużyły nam się te wakacje! Latem życie przyspieszyło i wypadłam z blogowego siodła. Przyczyniły się do tego urlopy, choroby oraz to, że Pola zaczęła chodzić do przedszkola, a ja w końcu wyległam na słońce i do ludzi. Zaczęło się dziać i właśnie teraz, kiedy naprawdę miałabym o czym pisać, to nie mam kiedy. ;)
Nie będziemy tutaj nadrabiać zaległości, kto ciekawy, może zajrzeć na Instagram (natandpol). Wspomnę jednak krótko o kilku istotnych sprawach.
Pola od lipca chodzi do przedszkola i praktycznie od początku czuje się tam, jak w domu. Myślę, że będzie chciała Wam o tym opowiedzieć, bo jej przedszkolne przeżycia to długa już historia, a przy tym odzwierciedlenie kondycji wielu niemieckich/berlińskich placówek opiekuńczych dla najmłodszych. Ja jestem zachwycona, że dzieci spotykają się w przedszkolnym ogrodzie, mają wspólnych przyjaciół i na wyścigi pędzą do mnie, gdy je odbieram. To mój ulubiony moment dnia. Sielanka trwa jednak krótko i kończy się pytaniem Nata: Idziemy na lody? A raczej moją najczęstszą odpowiedzią: Dziś nie, bo...





Pełnoetatowa mamuśka czyli ja zaczęła nagle działać. Chodzę na spotkania, warsztaty (oczywiście tylko te przedpołudniowe) i naprawdę się rozkręciłam. Poznałam inspirujących ludzi, zaangażowałam w pracę stowarzyszeń, o czym też opowiem, bo warto.
Polem walki bywały nieraz próby Teatru W Afekcie (zapraszam na FB), w którym działam razem z trzema temperametnymi dziewuchami, ale w końcu się udało. Wkrótce premiera! Trzymajcie kciuki!


A propos dziewuch. Byłam. Wiadomo.

03.10.2016

2 komentarze: