środa, 22 lipca 2015

Gdzie serce

Ten post powstał w ramach projektu wakacyjnego Klubu Polki na Obczyźnie

Lubię w ciepłą, letnią noc wyjść przed dom, zapatrzyć się w niebo i słuchać. Słuchać dalekiego szumu dróg, kumkania żab, cykania świerszczy. Słuchać jak myśli pomału dostrajają się do tej muzyki, jak oddech pogłębia się i uspokaja. Nigdzie dotąd nie zaznałam takiego spokoju, takiej ciszy i tylu gwiazd, co w mojej rodzinnej miejscowości. W Gościeszynie. 
Gościeszyn koło Wolsztyna (woj. Wielkopolskie) może poszczycić się imponującą historią, świadków której (zabudowa pałacowa) podziwiać można do dziś. Nie będę tu jednak streszczać przewodników, kto ciekawy, informacje znajdzie. Chcę się z Wami raczej podzielić garstką wrażeń i pięknymi zdjęciami zrobionymi przez mojego brata Tomka. Najwięcej o duchu miejscowości mówią właśnie budynki i otaczający je mur. To one poruszają wyobraźnię i przenoszą w czasie. To ich niezmienne trwanie dodaje miejscowości magii, piękna i sprawia, że Gościeszyn to miejsce wyjątkowe.


Uwielbiam tutejszy zapuszczony park. Dla mnie jest on bogatą dżunglą, w której jako gówniarze przeżywaliśmy najniebezpieczniejsze przygody. Uwielbiam starą chłodnię. Tak naprawdę jest ona magiczną górą, w której zaklęte są dzikie zwierzęta. Wystarczy wrzucić przez otwór wentylacyjny kolorowe szkiełko, żeby uwolnić jedno z nich. Uwielbiam ten rozpadający się już niestety mur, który zawsze uważałam za zaporę nie do przebycia dla wszelkich złych mocy czyhających na nasze zwykłe-niezwykłe szczęście beztroskich lat. Uwielbiam w końcu sam pałac, mimo zamieszkującej w nim Białej Damy (czy znacie może jakiegoś Wiedźmina?). To moja prywatna historia Gościeszyna i właśnie taką przekażę moim dzieciom.


Lubię w ciepłą, letnią noc wyjść przed dom, zamknąć oczy i w myślach przenieść się o sto lat wstecz. Usłyszeć konie podjeżdżające pod pałac, zobaczyć klomby pełne kwiatów, zadbany park i młodą hrabiankę w długiej sukni, która w tak samo ciepłą noc, pod tymi samymi gwiazdami stoi na balkonie i spokojnie wsłuchuje się w ciszę, kumkanie żab, cykanie świerszczy.


Wakacyjny projekt dedykujemy akcji „AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM” – Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 35 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą. 

15 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. O tak, wracam do nich chętnie i często.

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia i naprawdę miło się robi na duszy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzę na te zdjęcia i patrzę, i stwierdzam, że chyba czas odwiedzić Gościeszyn! :) Również pozdrawiam!

      Usuń
  3. Piękne miejsce i szczere odczucia co do tego miejsca <3 i dzieci będą szczęśliwę słysząc w przyszłości taką historię. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam też nadzieję, że przeżyją tam swoje przygody i historię poszerzą :)

      Usuń
  4. Super tekst! Mam dokładnie takie same wspomnienia i odczucia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, też musiałeś w nocy wyłazić z psami na spacer. :D Jeszcze raz dzięki za zdjęcia! <3

      Usuń
  5. Ależ piekne miejsce. Do zwiedzenia w drodze do rodzinnego domu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam przed wizytą zajrzeć na podlinkowaną w poście stronę i obejrzeć zdjęcia sprzed stu lat. Wtedy wrażenie jest dopiero niesamowite. :)

      Usuń
  6. W magicznym otoczeniu przyszlo ci dorastać. Super wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! I pomyśleć, że jako dziecko zazdrościłam czasem koleżankom z blokowiska. :D

      Usuń
  7. Spędziłem w tym wielkim pałacu 10 dobrych lat.Pozdrawiam!!!




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc pewnie byliśmy sąsiadami. :) Pozdrawiam również!

      Usuń
  8. Pięknie opowiedziane :) Na paru zdjęciach widać gmach gorzelni, na której to przyszło wychowywać się mojej mamie; śp. dziadek był jej kierownikiem. Porównując sobie wygląd terenów stanowiących wizytówkę Gościeszyna od najstarszych lat chociażby z kronik rodzinnych (nagrywanych w latach 80-tych i 90-tych, gdy wszystko tętniło innym życiem) do stanu na dzień dzisiejszy, to serce się kraje. Mam zamiar w najbliższym czasie sprawdzić, czy PGR'y również są w tak tragicznym stanie, ale tylko i wyłącznie z ciekawości. Chciałem zabrać ze sobą mamę, ale twierdzi że nie chce przejść zawału :| Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń