wtorek, 5 maja 2015

Z dzieckiem w Pradze

Tym razem naszym wymagającym testom poddała się Praga. Jeździliśmy po niej wózkiem i rowerkiem oraz tuptaliśmy, biegaliśmy i skakalismy małymi i dużymi stópkami wszesz i wzdłuż. Poniżej przedstawiamy wnioski.
Praga nie jest jakimś kolosem i na upartego można ją zwiedzać na piechotę. Jeśli jednak mieszka się, jak w naszym przypadku, poza centrum lub planuje wycieczki na obrzeża miasta, podjechanie staje się konieczne.
Najwygodniej po Pradze jeździ się tramwajami. Ich sieć jest dobrze rozbudowana i można naprawdę dojechać wszędzie. Sporo z nich ma niskie podłogi i nie ma problemu z wjechaniem wózkiem. 
Trzy linie metra krzyżują się w centrum i stanowią w stolicy Czech ważny środek komunikacji. My metrem jechaliśmy raz i to mi wystarczyło. Metro położone są tak głęboko, że trzeba było wózek nieść po schodach (windy występują tylko na nielicznych stacjach), a potem jeszcze jechać najdłuższymi ruchomymi schodami, jakie dotąd widziałam. Jedzie się nimi tak długo, że kiedy patrzy się w dół, w końcu ma się wrażenie, że na dole schody się załamują i znów jadą w górę. Bardzo dziwne, przyprawiające o zawrót głowy wrażenie. Zawrót głowy nie jest wskazany, kiedy trzymasz wózek z niemowlakiem i trzylatka za rękę.
Taksówki to jeszcze inny temat. Jest ich zadziwiająco mało, nawet przed dworcem ich nie wypatrzyliśmy. Kiedy jednego wieczoru próbowałam jakąś zamówić, najpierw nie mogłam się dodzwonić wcale, potem musiałam wiecznie czekać na zgłoszenie się kogoś mówiącego po angielsku, a gdy w końcu zaryzykowałam zamawianie po polsku okazało się, że jakakolwiek taksówka (nie wspominając o takiej z fotelikiem dla dziecka) będzie wolna dopiero za godzinę. Poddaliśmy się i pojechaliśmy własnym samochodem, co też nie jest rozwiązaniem optymalnym. Po mieście jeździ się raczej dobrze, ale parkowanie bywa koszmarem. Z kolacji wróciliśmy po godzinie 22, dzieci zasnęły w drodze, a my pół godziny kluczyliśmy labiryntem jednokierunkowych uliczek, by znaleźć parking. Kiedy w końcu się udało, staliśmy jednym kołem na śmietniku, drugim na chodniku, a dzieci musieliśmy nieść 15 minut na rękach. Więkoszość miejsc parkingowych przy ulicach obrysowana jest niebieską linią, co oznacza, że parkować mogą tam tylko mieszkańcy. Czyli nie my.
Po przetestowaniu, polecamy więc tramwaje i jeszcze raz tramwaje! No i oczywiście spacery. My jeździliśmy rano tramwajem w wybrane miejsce, w którym zaczynała się nasza całodniowa wędrówka przez miasto. Dopiero wieczorem, również tramwajem, wracaliśmy "do domu". W ten sposób udało nam się odkryć dwie cudne trasy, idealnie nadające się na przyjemne zwiedzanie z dziećmi. Przedstawimy Wam je innym razem. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz