czwartek, 7 maja 2015

Praskie anegdotki

Toksyczna Mamuśka
Napisała Pol (7 miesięcy)

Place zabaw w Pradze są naprawdę cudne. Bogato wyposażone, wyłożone miękkim tartanem lub piaskiem, ogrodzone, z toaletą. Można siedzieć cały dzień! Nat oczywiście szalał. Na jednym z takich placów w parku Riegrovy sady znalazł sobie towarzyszkę zabaw. Wesoła, ciemnowłosa dziewczynka i mój zwariowany brat kwicząc z całych sił, biegali wokół ogromnej konstrukcji ze zjeżdżalnią, wdrapywali się na nią i setki razy zjeżdżali kwicząc jeszcze głośniej. Na podeście stała mama dziewczynki i pomagała jej się wdrapywać, Nat radził sobie sam. Po dłuższym czasie mama małej podeszła do nas i spytała ile Nat ma lat. Okazało się, że jej córka jest od Nata tylko miesiąc młodsza. - Ale za wiele to on nie mówi? - dopytywała się pani - Moja też nie i zawsze się pocieszam, kiedy jej rówieśnicy też czegoś nie potrafią. - Już miała odejść uspokojona i zadowolona, kiedy naszła ją pewna straszna myśl. Słyszała mianowicie, jak Mama telefonuje po niemiecku i... - A czy on przypadkiem nie jest dzieckiem dwujęzycznym? (to wyjaśniałoby Nata językową opieszałość) - zadała ostatnie pytanie, przy czym głos jej drżał. - Owszem. - usłyszałam bezlitosny głos Mamy. Obca pani odwróciła się na pięcie bez słowa i ze wściekłą miną odeszła na drugi koniec placu, gdzie schowała się za gazetą. Nat i jego nowa przyjaciółka kwiczeli nadal i najwyraźniej świetnie się rozumieli.

Świetny plac zabaw


Przygody dobrego wojaka Nata
Napisał Nat (lat 3,5)

Papa potrafi być czasem zadziwiająco infantylny. Kiedy zwiedzaliśmy Hradczany, na jednym z placów podziwiać można było wystawę militarną. Stały tam różne wozy bojowe, pancerne, motocykle i dużo, dużo innych takich. Ja wiem, że nieładnie jest bawić się w wojnę, dlatego eksponaty obrzuciłem pogardliwym spojrzeniem i chciałem iść na lody. Papa jednak, udając, że to ja jestem ciekawy obejrzał dokładnie wszystko, wlazł do każdego wozu, dotknął każdej lufy. Mnie zawsze wpychał pierwszego, choć wcale nie chciałem, a sam zgrywał opiekuna, który tylko rozkapryszonego, ciekawskiego dzieciaka pilnuje. Drugi raz nie dam się tak wykorzystać. Powiem stanowczo: Nein!



Trampkowa elegancja
Napisała Mama

Zdarzyło się w Pradze, że zostaliśmy zaproszeni na kolację biznesową do hotelu Hilton. Nie wiem, czy też tak macie, ale po spakowaniu ogromnej torby ciuchów dla dzieci (po trzy zestawy na każdą pogodę i okazję), nie mam już ochoty na pakowanie swoich rzeczy, więc wrzucam do torby przypadkowe części garderoby, nie zastanawiając się wcale, czy do siebie pasują. W każdym razie, tego ciepłego wieczoru w Pradze, znalazlam się w sytuacji krytycznej: do wyboru miałam trampki brązowe lub trampki czarne. Sukienki brak totalny. Na zakupy za późno. Miałam ze sobą, cudem jakimś, białą bluzkę i za pomocą dodatków udało mi się skombinować jako taki elegancko-turystyczny zestaw. Atmosfera spotkania okazała się, ku mojej uldze, bardzo swobodna, a jedyną kobietą w sukience była Pol! (Zdjęcia niestety brak). Jeszcze raz mi się udało, ale kiedy ja się w końcu nauczę pakować?!
W peesie powiem, że jedzenie było naprawdę wyśmienite, a dla deseru poszłabym tam nawet w dresie.

Tak, zlizałam tego pana

3 komentarze:

  1. Kaha od zawsze cokolwiek byś miała na sobie wyglądałaś pięknie- takie rzeczy się nie zmieniają to dar na całe życie: )
    I ogromnie mi się podoba, ze Nat rzuca pogardliwie spojrzenia na wojenne eksponaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyy... rumienię się, rumienię... puchnę z dumy, rosnę i... mam! Pamiętasz to nasze zdjęcie w czepkach kąpielowych?! Więc jednak nie we wszystkim! :)

      Usuń
  2. a Mili co taka skromna, przecież też ten dar otrzymałaś - piękna, długowłosa, długonoga, figurka niczego sobie, obie z kahą nie macie na co narzekać......no, może tylko to zdjęcie w tych nieszczęsnych czepkach cha cha cha

    OdpowiedzUsuń