piątek, 29 maja 2015

Kup pan fasolę!

Napisała Pol (7 miesięcy)

Od kilku dni ulubioną zabawą Nata jest chodzenie na zakupy. Dom nasz zamienił się w targ, gdzie handel toczy się bez przerwy. Kupowana jest gównie fasola, ale również ptysie, ciastka francuskie, mleko (dla mnie) i banany. Płaci się kamykami, patykami, liśćmi lub... buziakiem (nie powiem lepiej, jak to się nazywa). Całe to zamieszanie zawdzięczamy bohaterce nowej, ulubionej książki Nata, małej Meli. Nat nazywa ją Kamelą (czy on myśli, że ona jest Wielbłądką?). Mela pierwszy raz idzie na zakupy sama i jest z tego powodu równie dumna jak Nat, kiedy sprzeda Papie zgniłe jabłko za dwa kamyki. Nie wszystko jednak udaje się tak, jak Mela by sobie życzyła. Chciecie poznać jej przygody? Kupcie książkę Evy Eriksson "Mela na zakupach" lub przyjdźcie do nas wieczorową porą dziś, jutro i pewnie przez najbliższy rok. 
Dodam jeszcze, że Mama najwyraźniej z przyjemnością czyta nam tą właśnie książeczkę. Nawet po raz setny. Mówi, że ilustracje są przepiękne, a tekst idealnie dostosowany do wieku Natka. Faktycznie, dzięki krótkim zdaniom i powtórzeniom trudniejszych wyrazów, Nat już podczas trzeciego czytania zaczął za Mamę kończyć zdania. Ja też tak umiem, tylko mi się nie chce!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz