środa, 27 maja 2015

Karnawał Kultur w Berlinie 2015

Napisał Nat (lat 3)

Za nami kolejny długi weekend. Niby fajnie, niby luz, a u nas czasu nie ma nigdy na nic. Pol od szóstej rano w gotowości zabawowej stópki przez szczebelki łóżeczka wystawia i grzechotką po ścianie wali. Mama jęczy, że łobuz z niej i schodzą na dół, żebym jeszcze trochę pospał. Po takim poranku, do południa nie możemy dojść do siebie. Prac domowych i ogrodowych nazbierało się na te wolne dni sporo, ale jak tu robić, kiedy w mieście akurat Karnawał Kultur trwa w najlepsze?
Zostawiliśmy więc do połowy skoszony trawnik i zlew pełen garów, i w niedzielę, ku zgorszeniu sąsiadów i św. Rity od spraw beznadziejnych ruszyliśmy w miasto. Spieszyło nam się, bo około południa rozpoczynała się parada, która kolorowo i hałaśliwie ciągnęła ulicami Berlina. Spieszyło nam się zupełnie niepotrzebnie. Zdążylibyśmy trzy razy posprzątać i jeszcze załapalibyśmy się na korowód, który posuwał się żółwim tempem. Czekając, obserwowaliśmy barwny tłum i podrygiwaliśmy w rytm muzyki. Dzieci było dużo. Niektóre miały na uszach ochronne słuchawki. Było to sensowne, bo momentami bywało naprawdę głośno. Chowałem się wtedy między Papę a Mamę i zatykałem uszy. Ludzi mnóstwo, wesoły tłum płynął chodnikami, ulicami, trawnikami, nie był jednak bardzo uciążliwy. Dało się przejechać wózkiem i przetuptać małą stópką. 
Kiedy parada w końcu dotarła do miejsca, w którym czekaliśmy, wszyscy mieliśmy już trochę dosyć. Myślę jednak, że jeszcze bardziej zmęczone były przystrojone piórami tancerki salsy, które rozpoczynały korowód. Za nimi szli między innymi: bębniarze, cyrkowcy, tancerze na rolkach, bardzo długi, złoty smok i śpiewająca Baba Jaga!
Aby dopełnić formalności, zjedliśmy lody, kupiliśmy balonik i uznaliśmy nasz miejski festyn za zaliczony. W uliczkę ze stoiskami z różnych krajów nawet się nie pchaliśmy, baliśmy się, że utkniemy tam z wózkiem i Pol będzie musiała zostać. Szkoda by było.

Jestem lwem. Budzę postrach!

3 komentarze:

  1. fajnie mieszkać w dużym mieście, nie ma czasu na nudę, której ja, w małej dziurze mam pod dostatkiem,chyba czas pomyśleć o jakiejś zmianie, czyli zamianie wiochy na miasto.Tu jedyna atrakcja to spacer z psem polnymi drogami wśród maków, stokrotek i chabrów, śpiewu ptaków i przemykających w oddali stad sarenek a zamiast miejskiego gwaru i warkotu różnorakich pojazdów słucham szumu drzew i potoku leśnego......czyż to nie piękne........ZOSTAJĘ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Haha! Dobrze wiem, że za nic na świecie nie chciałabyś stać tam, w tym tłumie i gapić się na "jakieś odpustowe atrakcje". Może jedynie tego lwa chciałabyś spotkać. :)

      Usuń
  2. My rowniez bylismy z dzieciakami, w tym 1,5 miesiecznym maluszkiem ;)

    OdpowiedzUsuń