poniedziałek, 9 marca 2015

Samotne wyspy

Napisał Nat (lat 3)

Mama ma sześć kuzynek, siedmiu kuzynów  i jednego brata. Dawno, dawno temu, kiedy wszyscy oni byli jeszcze dziećmi to mieszkali niedaleko siebie i często się widywali. Jeździli do siebie na wakacje, spotykali się na licznych rodzinnych uroczystościach. Razem jeździli na kolonie i na najlepsze na świecie naleśniki do babci. Znali się świetnie, pożyczali sobie zabawki, pisali do siebie listy i zawsze niecierpliwie czekali na kolejne okazje do wygłupów.
Ja mam jedną kuzynkę, jednego kuzyna i jedną siostrę. Zarówno kuzynka Zuzia, jak i kuzyn Jan mieszkają bardzo daleko. Trzeba do nich lecieć samolotem, lub strasznie długo jechać autem. Widujemy się raz, czasem dwa razy w roku. Jak już się trochę ze sobą oswoimy i zaprzyjaźnimy, jak zabawa zaczyna się rozkręcać, dorośli oznajmiają, że czas wracać do domu.
W momencie, gdy piszę te słowa, Zuzia siedzi w samolocie. Wyobrażam sobie, jak żuje gumę z księżniczką i cieszy się na powrót do domu. Przez chwilę jednak robi jej się smutno i wygląda przez okno. Macha oddalającym się Babci i Dziadkowi. Baby Poli przesyła buziaczka, a do mnie uśmiecha się łobuzersko.
Wcale nie chciałem wczoraj wracać do domu. Chciałem zostać i bawić się z Zuzią, chodzić z nią i Dziadkiem na spacery i jeść lody. Płakałem w aucie i protestowałem, ale w końcu musiałem zasnąć, bo nagle znalazłem się we własnym łóżeczku i było rano. Uśmiechem przywitałem słoneczko, a do przedszkola zabrałem konika. Prezent od Zuzi. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz