poniedziałek, 30 marca 2015

Przyczajony rekin zaginiony smok

Napisała Pol (5 miesięcy)

To nie był Mamy najlepszy dzień, choć w pełni pokazał on swą złośliwą gębę podczas naszego spaceru celem odebrania Nata z przedszkola.
Lało od rana. Czekałyśmy cierpliwie i wybrałyśmy się dopiero, kiedy się przejaśniło. To przejaśnienie okazało się jednak żartem, bo jak tylko zniknęłyśmy za rogiem, zaczęło kropić, potem padać, a na końcu gradować. Chciałam spać, ale czy próbowaliście kiedyś spać pod prysznicem?! Folia? Jaka folia? Chyba Mamy nie znacie. Klucza zresztą też zapomniała i zatrzasnęła drzwi. Na szczęście mamy ukryty zapasowy. 
Wracając, już z Natem, zazdrośnie spoglądałam (bo ja teraz już umiem spoglądać poza wózek), jak Nat skacze przez kałuże, wpadając oczywiście w każdą. Też chciałam się bawić. Odczekałam odpowiedni moment, wysunęłam rączkę i wrzuciłam smoczek wprost w największą i najgłębszą kałużę. Mama przerażona śledziła lot i tonięcie ostatniego już z moich smoczków, po czym wykonała szybki, nerwowy telefon do Papy: "Uwaga, alarm smoczkowy. Kup pięć!"
Mama najwyraźniej nie miała dosyć przygód, bo wstąpiliśmy na mały bazarek używanych artykułów dla dzieci. Pan o okrągłej twarzy miał stoisko pełne figurek zwierzątek, zwanych w naszej rodzinie "stworami". Piętrzyły się one w trzech skrzynkach i zajmowały cały stół. Były tam ogromne dinozaury, spore konie, krowy i tygrysy, średnie psy, koty i smoki. Mama pochyliła się nad zachwyconym Natem i powiedziała, że może sobie wybrać jedno zwierzątko. Pan Okrągła Twarz zatarł ręce i mówi: "Zobaczy pani, że wybierze największego dinozaura". Nat szukał, oglądał, przekładał i odrzucał, coś tam pod noskiem z samym sobą dyskutował i w końcu pewną ręką rewolwerowca wydobył z dna czerwonej skrzynki najmniejsze ze zwierzątek: polarnego miśka. Mama dumnie spojrzała na sprzedawcę, a ten rozczarowany stwierdził: "Dobrze go pani wychowała". Ja wiedziałam, że to nie wychowanie, że Mama sama pewna była, że zamieszka z dinozaurem. Uśmiechnęłam się z wysokości mojego wózeczka, gdy nagle słyszę, jak Mama strzela sobie w stopę: "Natku, twój stworek jest tak mały, że możesz wybrać sobie jeszcze jednego". Tym razem Nat nie szukał. Od razu chwycił leżącego na stole rekina i przeszczęśliwy wyciągnął rączkę po pieniądze, bo za swoje zakupy może płacić sam. Rekin okazał się produktem markowym kosztującym dziesięciokrotność ceny niedźwiadka. Ale nie było już odwrotu. Pan Księżyc w Pełni pojaśniał, Mama wręcz przeciwnie. A szczęśliwy Nat przybiegł przedstawić mi nowych przyjaciół

na spacerze w wózku


1 komentarz:

  1. Stwory hehe:)) slodziaki! Super zdjecia:)

    OdpowiedzUsuń