wtorek, 24 marca 2015

Mój głos w sprawie Jugendamtu

Po obejrzeniu kolejnego filmiku z cyklu "Jugendamt kradnie polskie dzieci" pękam i chociaż pewnie tego pożałuję, głos zabieram. Jakie mam do tego prawo? Takie, że przez rok z Jugendamtem w dwóch dzielnicach Berlina współpracowałam.
Do zadań JA należy między innymi chronienie dzieci przed niebezpieczeństwami czyhającymi na nie w rodzinnym domu. Do tych niebezpieczeństw należą np.: alkoholizm, przemoc, molestowanie, choroba psychiczna rodzica, skrajne zaniedbywanie mogące prowadzić do utraty zdrowia lub życia oraz do zahamowania rozwoju.
Praca asystenta rodziny (Familienhelferin), którą wykonywałam, polega na pomaganiu rodzinom z dziećmi w uporaniu się z różnymi problemami. Mówiąc krótko, kiedy do JA trafia rodzina (czasem zgłasza się sama, częściej jest do tego zmuszana), przydziela się jej takiego asystenta, który ma pomóc w poprawie sytuacji, ale i kontrolować ją, dla dobra dziecka.
W czasie mojej pracy poznałam wielu pracowników JA i styl ich pracy. W większości były to młode, bardzo empatyczne kobiety, którym widocznie zależało na poprawie losu dzieci. Pracownicy JA, tak jak my wszyscy, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dla dziecka niewiele jest gorszych przeżyć, niż zabranie z rodzinnego domu. Dlatego, jeśli nie jest to przypadek kryminalny, gdzie działa się szybko, rodzinie zawsze dawana jest szansa. Wspólnie tworzony jest plan pracy nad poprawą sytuacji. Taki plan rozłożony jest najczęściej na poł roku, a nawet rok i dłużej. Myślę, że to wystarczający czas, żeby naprawić to, co przeszkadza rodzinie normalnie funkcjonować.
Gdy jednak dojdzie do konieczności zabrania dziecka z rodziny, która nie daje mu szans na normalne życie, zawsze jest to tragedia. Rodzic się awanturuje, czuje się pokrzywdzony, dziecko płacze, a pracownik JA próbuje zachować spokój, czym sprawia wrażenie osoby bez uczuć. To właśnie takie, rozdzierające serca scenki oglądamy w telewizji i internecie. Jednostronnie przedstawione, z kontekstu wyrwane, wąskie skrawki smutnej rzeczywistości.
Praca asystenta rodziny to cholernie ciężka robota. Stale jest się świadkiem dramatów dzieci, nie tych telewizyjnych z płaczem i krzykiem, lecz tych cichych, codziennych, dramatów samotności, niekochania, braku szans na rozwój. Dramatów zapomnienia.
W tym temacie nie ma prostych rad i rozwiązań. Rzadko kiedy sytuacja jest czarno-biała. Urzędnicy nie są wszystkowiedzący i wolni od pomyłek. Jednak ja wierzę, że nie ma w nich złej woli, a sam urząd nie ma żadnego interesu w "porywaniu" polskich dzieci. Nie wierzcie w tego typu spiskowe teorie. Jeśli ktoś kocha swoje dzieci, nie zaniedbuje ich i działa dla ich dobra, nie musi obawiać się Jugendamtu. Przynajmniej nie bardziej niż Baby Jagi. I pomyślcie obiektywnie, że jednak dobrze, że jest ktoś, kto troszczy się o dobro dzieci i młodzieży właśnie wtedy, kiedy najbliżsi zawodzą.



20 komentarzy:

  1. W końcu ktoś napisał coś sensownego o Ja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczył mnie odzew pod postem na FB. Wiele osób potwierdzało, co napisałam i chwaliło JA. Ktoś nawet podziękował za naświetlenie sprawy, bo do tej pory się bał. Cóż, jednak nie żałuję, że temat podjęłam. :)

      Usuń
  2. Wiem na ten temat niewiele... Ty Mamo ;)) pracowałać we wzorcowej (pewnie) placówce w Berlinie i tam wszystko musi chodzić jak w zegarku i na najwyższym poziomie zgodności z prawem państwowym i moralnym, ale pewnie nie jest możliwe, by w innych, mniejszych placówkach na prowincji nie było przegięć, nadużyć i urzędników mających się za wszechwiedzących i wszechmogących... Tego nie mogłaś widzieć/wiedzieć.

    Idea pewnie słuszna i z grubsza (pewnie w sporej większości) działa sprawnie, ale...

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1564071,1,niemcy-porywaja-swoje-dzieci-i-uciekaja-do-polski.read

    Nie wierzę, że Ci wszyscy rodzice to oszuści, choć część pewnie tak :)

    Dobry temat i dobra dyskusja nie są złe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Artykuł Polityki, który linkujesz, jest dostępny tylko we fragmencie, ale kiedyś go już czytałam. Oczywiście, sprawy rodzinne są niezywkle trudne i o nadużycia łatwo. Wcale tego nie wykluczam i nie uważam JA za instytucję nieomylną. Chodziło mi raczej o obalenie krążącego wśród polonii mitu, bezpodstawnego strachu i myślenia, że praca JA polega na wykradaniu i zniemczaniu dzieci. To absurd i teoria spiskowa.
      Mam przykre wrażenie, że Polityka tym artykułem dołączyła do chóru mediów szerzących panikę. Bo czy autorka porozmawiała również z urzędnikami? Czy dotarła do całej dokumentacji? Kilka takich rozdmuchanych, głośnych spraw rzuca cień na ogrom pozytywnej działalności Jugendamtu.

      Usuń
  3. Co to znaczy choroba psychiczna w rodzinie? Czy depresja leczona jest wskazaniem do obserwowania rodziny lub zabrania dziecka rodzicowi samotnie wychowującego dziecko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Marzeno, zazwyczaj jest tak, że rodziną interesuje się JA, jeśli ktoś (sąsiedzi, przedszkole, szkoła, sam rodzic lub dziecko) zgłosi, że jest problem z dziećmi (są one zaniedbane, skarżą się, powodów może być wiele). Sama choroba czy depresja nie stanowią powodu do odebrania dzieci. Ważne jest, czy podstawowe, codzienne potrzeby dzieci są zaspokajane oraz to, czy rodzic się stara, czy się własnie np. leczy. Sytuacja każdej rodziny jest oczywiście inna i trudno tu mówić ogólnie. Ale generalnie, jeśli dzieciom niczego nie brakuje, a rodzic się leczy, nie ma powodów do niepokoju. Ja tutaj widziałabym w JA raczej szansę pomocy (np. przyznanie asystenta rodziny, wskazanie kursów, terapii) niż zagrożenie.

      Usuń
  4. Fajny post i potrzebny, bo w sprawie JA strasznie dużo stereotypów narosło. Ja nie mam oczywiście własnych tak ścisłych doświadczeń z JA, ale wszelkie kontakty moje i znajomych z tą instytucją były zawsze miłe i z pozytywnymi skutkami. I nie był to "wzorcowy" JA z Berlina, tylko taki bardziej prowincjonalny w Stuttgarcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu za komentarz. To zawsze miło, kiedy czytelnicy potwierdzają to, co piszę. PS Myślę, że Stuttgart bardzo by się na Ciebie obraził :D Pozdrawiamy serdecznie!

      Usuń
  5. To, co prezentują media, zawsze jest podlane sensacją i graniem na emocjach dla podniesienia poczytności/oglądalności. Natomiast bardziej niepokojące są takie doniesienia jak to: "W ciągu ostatnich 5 lat liczba reprezentowanych przeze mnie osób w procesach o pozbawienie, względnie przywrócenie praw rodzicielskich, regulację i egzekucję prawa rodziców do kontaktów z dziećmi przeciwko Jugendamt wzrosła o 45%, stanowiąc aktualnie ponad połowę prowadzonych w kancelarii spraw. [...] Należy podkreślić, że w przerażającej ilości interwencji Jugendamt,tj. w ok. 43% przypadków odebranie dziecka okazuje się ostatecznie bezpodstawne i dzieci powracają do domu rodzinnego".
    Źródło: http://www.badkowski-prestigiacomo.de/pol/index.php/aktualnosci/52-blog-3
    (wpis 05.09.2012 Jugendamt - Twój wróg czy przyjaciel?)

    To też jest ciekawy artykuł:
    http://www.dw.com/pl/coraz-wi%C4%99cej-dzieci-w-niemczech-pod-opiek%C4%85-jugendamtu/a-17810621

    Jeśli za zbyt późną interwencję grozi pracownikowi postępowanie sądowe, a za kompletnie nieuzasadnioną - NIC, to niestety urzędnicy bardziej będą dbać o swoje stanowiska niż dobro dzieci i zabierać "na wszelki wypadek".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lotto, dziękuję Ci za Twój głos i ciekawe artykuły. Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Dzięki za ten tekst. Mieszkam w Berlinie od niedawna z dwójką dzieci. Nie mamy problemów z przemocą czy alkoholem, ale przeżywamy czasem trudniejsze momenty związane z adaptacją w nowym miejscu. Korzystałam z pomocy Jugendamtu dwa razy - sprawy były związane z wyborem szkoły dla dzieci i drobnymi problemami w edukacji. Za każdym razem zostaliśmy potraktowani z troską, indywidualnie a urzędnicy byli bardzo zaangażowani w pomoc. Doświadczenia znajomych rodziców są bardzo podobne.

    Byłam bardzo zdziwiona, kiedy w prywatnych rozmowach znajomi z Polski przestrzegali mnie przed tą instytucją - a zdarza się to właściwie nagminnie. To chyba sygnał, że sprawa pomału staje się miejską legendą a Jugendamt odpowiednikiem porywającej dzieci czarnej Wołgi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to przekonanie jest powszechne niestety i nawet nie tylko w Polce, ale też wśród Polek mieszkających już w Niemczech. Wiele razy czytałam posty pytające o ten temat, pełne strachu i niepewności.
      Dziękuję Ci również, Lidko, za ten komentarz. Trzeba te kłamstwa prostować i to licznie, bo mnie już pytają, ile mi za mój wpis zapłacono. Brak słów.

      Usuń
  7. Brawo za ten artykuł...mieszkam w małej miejscowości i tutaj jugedamt działa bez zarzutu, kiedyś miałam z nimi styczność jak miałam problemy z mężem przyszli na rozmowę pogratulowali gromadki życzyli wytrwałości i siły pomogli z alimentami i wszystko ok zostawili wizytówkę gdybym czegoś potrzebowała nigdy w życiu mnie nie nachodzili i nie kontrolowali przez półtora roku separacji z mężem..Teraz jesteśmy z mężem od roku byłam wycofać alimenty życzyli wszystkiego dobrego i nikt nie przychodzi sprawdzać jak żyjemy gdy mąż wrócił...nie mam nic im do zarzucenia pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejne doświadczenie odmienne od tych prezentowanych w TV. Dziękuję!

      Usuń
  8. A ja mam pytanie, czy JA pomoże mi znależć miejsce w przedszkolu dla moich dzieci ? Czekamu już bardzo długo i zastanawiam się czy nie poproscic tej instytucji o pomoc. Jak Państwo myślicie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę spróbować, bardzo możliwe, że pomogą, a na pewno nie zaszkodzi zadzwonić i zapytać. Kiedy my szukaliśmy przedszkola, dostałm od JA informację, że mam spróbować sama i jeśli na trzy tygodnie przed powrotem do pracy nie będę miała miejsca, mam się do nich zwrócić i pomogą. Na szczęście udało nam się znaleźć coś wcześniej.

      Usuń
  9. Oj to prawda! Zgadzam się z artykułem,i może byłoby inaczej gdyby nie fakt że znam osobiście dziewczynę której zabrano córkę, właśnie w Berlinie, a ona robi teraz z tego powodu wielki szum, Wielką ofiarę z siebie i córki.. Media zajęły się jej sprawą, robią z niemieckiego jugendamtu złodziei dzieci,wszędzie oskarża JA o bezpodstawne zabranie małej, a prawda jest taka że pani Dagmara od lat nie zajmowała się córką jak powinna! Mała chodziła brudna,w domu nawet lodówki nie było (mimo że dostała od Państwa na wyposażenie mieszkania,będąc na zasiłku Harz4)brudno, bez mebli (co wiązało się z tym że dziecko nie miało nawet przystosowanego pokoju jak przystało na dziecko) pani Dagmara zostawiala małą samą w domu i wychodziła na dyskoteki, sprowadzala obcych mężczyzn regularnie (a to wiem prosto z ust małej Weroniki,jej córki) piła regularnie nie tylko na imprezach Ale i w domu będąc z małą Weroniką tam.. byłam u niej w mieszkaniu trzy razy (zanim poznałam ją jaka naprawdę jest) i proponowalam pomoc w postaci mebli itp ale ta twierdziła za każdym razem ze już niedługo będzie miała wszystko więc zbędna jest moja pomoc.. wyzywala córkę od (przepraszam za słowa Ale cytuję) szmat, kurw, bachorów, że ją odda do jugendamtu bo ma jej dość.. I wiele wiecu, ale tu chyba nie muszę wszystkiego opisywać.. w każdym razie jak najbardziej JA miał ogromne podstawy by odebrać jej Weronikę,a mi kamień z serca spadł gdy się o tym dowiedziałam, bo sama mam dziecko, i serce by mi chyba pękło gdybym miała w jakikolwiek nawet najmniejszy sposób skrzywdzić moje dziecko, a to co widziałam u Pani Dagmary, jak traktuje własną córkę, nie pozwoliło mi przez kolejne tygodnie zasnąć.. dlatego bardzo dobrze Pani tutaj napisała, ludzie powinni trochę więcej dystansu mieć do tego co "tworzą" media.. JA nie zabiera dzieci bez powodu.. no dobrze, może gdzieś faktycznie zdarzyło się ze po prostu przesadzili, wyolbrzymili daną sytuację w danej rodzinie i zabrano dzieci mimo że naprawdę nie było faktycznego zagrożenia ich osób, ale to muszą być naprawdę bardzo rzadkie przypadki..
    Przepraszam za to rozpisanie się,ale musiałam bo nie mogę zrozumieć jak.można z takiej matki jaką jest osoba o której pisałam, zrobić ofiarę, skoro nią nie jest, i jest jak najbardziej sama sobie winna odebrania dziecka.. ktoś taki nie zasługuje na bycie matką, bo któregoś razu doszło by do tragedii jeśli matke przerosło by wszystko, i była by w stanie nawet skrzywdzić mała Weronike, a ci wtedy, kto wtedy byłby winny?! No oczywiście JA, bo są od tego by ingerować kiedy rodzic nie spełnia swojego obowiązku jak należy.. wtedy dopiero byłby problem..
    Mam nadzieję że mała Weronika trafi do kochającej ją rodziny, i będzie wychowywana i kochana, a nie tylko chodowana jak u D.J.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten smutny, ale ważny komentarz.

      Usuń
  10. To instytucja wspierająca, podobną do polskich PCPR. Niestety obraz w mediach jest taki : baby z PCPR zabierają dzieci lub baby siedzą, nic nie robią a dziecko zostało skatowane.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam przykre doświadczenia z jedną Panią z JA,olewala nas przez 3 lata.Szkola wystawiła papier do JA ze dziecko ma problemy w domu rodzinnym-dopiero gdy złożyliśmy dokumenty do sądu to Pani z JA się obudził a i zaczęła łaskawie pomagać!

    OdpowiedzUsuń