środa, 24 maja 2017

Dzień Polonii - po co, na co i dla kogo?

Niedawno usłyszałam opinię, że na imprezy polonijne chodzą tylko starsi ludzie, którzy nie zdołali zintegrować się z otoczeniem. Był upał, marzyłam o lodach, więc bezrefleksyjnie kiwnęłam głową. Dopiero po trzeciej gałce dotarło do mnie, co to za wierutna bzdura. Na patyku. Niniejszy wpis wypacam, by wysłać link mojemu młodemu i świetnie zintegrowanemu, a mimo to wiecznie niezadowolonemu rozmówcy. 
Po pierwsze, ja na tegorocznym Dniu Polonii w Berlinie byłam, a nie czuję się ani stara (jestem?), ani niezintegrowana. Był na niej mój mąż, który co prawda jest moim osobistym "starym", zgoda, ale co do otoczenia, to on nie tylko z nim zintegorowany jest, on nawet to otoczenie stanowi i to ganz genau. Były też moje dzieci. Tu już chyba nawet rozwijać nie muszę: młode, że bardziej się nie da owoce integracji najwyższego stopnia. 
Po drugie, nie byliśmy wyjątkiem. Wystarczyło przyjść (tak, żeby coś ocenić, najlepiej najpierw zbadać) i się rozejrzeć (metoda obserwacji), by stwierdzić, że plac przed ratuszem w Reinickendorf pełen jest ludzi w różnym wieku, posługujących się różnymi językami itd. Cecha wspólna: uśmiechnięte, rozbawione, przyjazne oblicza. 
Śmiem twierdzić, że w to pogodne, niedzielne popołudnie nie połączyły nas wykluczenie i demencja. Raczej stawiałabym na bigos, pierogi, chęć spotkania wielu znajomych w jednym miejscu oraz (czy to grzech?) tęsknota za swojskością. Bo choć większość z nas, jak mniemam, czuje się i funkcjonuje w niemieckiej codzienności doskonale, to jednak tak się czasem spotkać, powymieniać doświadczenia, nakarmić własnego Wewnętrznego Polaka jest po prostu miło. Tyle.
Przyznam się na koniec, że za festynami nigdy nie przepadałam i będąc jeszcze w Polsce omijałam raczej szerokim łukiem, jednak kiedy coś staje się zjawiskiem deficytowym... Poza tym, gwiazdą tegorocznej imprezy była Urszula, której piosenek słuchałam przez pół podstawówki płacząc co noc, gdy łzy mył mi deszcz i kochałam ten ból, tak bardzo... uwielbiałam cierpieć z "miłości" do Marcina z 8c. I Łukasza, i Andrzeja, i Dareczka. Wspominać te czasy, tańcząc i śpiewając teksty, które nadal znam na pamięć, gdy pod nogami plączą mi się własne dzieci... bezcenne! 
Udanego długiego weekendu, kochani!

Koncert Urszuli w Berlinie


poniedziałek, 15 maja 2017

Ogród Botaniczny w Berlinie

Czy ogród botaniczny może być atrakcją dla małych dzieci? Nie mieliśmy pewności, ale ponieważ koło niego przejeżdżaliśmy i dysponowailśmy dwoma wolnymi, niedzielnymi godzinami, postanowiliśmy to sprawdzić. I tu, proszę Państwa, sensacja! Zaaferowane, autentycznie zainteresowane tematem dzieciaki biegały wśród kaktusów i kwiatów podziwiając, wąchając, dotykając, wskazując, słuchając śpiewu ptaków i wykrzykując na przemian zachwycone "patrz!" i zdziwione "a cio to?". Dwie godziny okazały się stanowczo za krótkie, a my nawet nie zdążyliśmy opuścić szklarni. Dramatem to jednak nie było, bo na zewnątrz akurat porządnie się rozpadało.

Berliński Ogród Botaniczny jest trzecim co do wielkości na świecie i warto jest zaplanować na niego co najmniej pół dnia. My na pewno jeszcze tam wrócimy, bo mimo wątpliwości okazał się niezywkle wdzięcznym celem rodzinnego wypadu i sporo zostało nam w nim do odrycia. Mnóstwo połączonych ze sobą szklarni, kilometry ścieżek wśród drzew, klombów, pawilonów i krzewów, wystawy tematyczne... Aktualnie otwarta jest wystawa drzewek bonsai i bardzo żałuję, że zabrakło nam na nią czasu. Latem w ogrodzie odbywają się koncerty pod gołym niebem. Na odpoczynek i regenerację sił zapraszają restaruacja i kawiarnia. Zostać można by w ogrodzie cały tydzień. Pytanie tylko, czy pozwolą nam rozbić gdzieś namiot?


Wstęp do ogrodu kosztuje dorosłych 6€, natomiast zniżkowy 3€. Dzieci do lat sześciu wchodzą za darmo. Poza tym istnieją też oferty specjalne, np. bilet rodzinny, wieczorny itd. Za wstęp do muzeum i na wystawy tematyczne płaci się dodatkowo. Zachęcam, by zajrzeć na stronę ogrodu i nieco zaplanować spędzony w nim czas. Nasza spontaniczna, krótka wizyta, choć bardzo udana, raczej bardziej jeszcze podsyciła ciekawość. 


Głównym celem naszej niedzielnej wycieczki był jednak polonijny koncert "Powróćmy jak za dawnych lat" organizowany przez Verein für Interkulturelle Begegnungen e.V. Bardzo przyjemna, sentymentalna podróż z humorem do muzycznej Polski lat 1920-1960.
Pola wykończona zwiedzaniem koncert niestety przespała. Za to Nat bawił się świetnie (przynajmniej pierwszą godzinę, bo po niej główka też zaczęła mu się kiwać nie do rytmu) i pękał ze śmiechu podczas zabawnego wykonania hitu "Ada, to nie wypada". Mnie najbardziej spodobała się aranżacja piosenek "Przeklnę cię" oraz "Sex appeal". Publiczność, mimo deszczu dopisała i kolejny raz mogłam doświadczyć tego, że organizowanie imprez polonijnych w Berlinie naprawdę ma sens. Oby częściej! 


poniedziałek, 27 marca 2017

Czosnek dziwny czyli zbieractwo w Berlinie

Kilka dni temu, w ramach wycieczki szkolnej, wybrałam się z grupką młodzieży do Plänterwald czyli lasu przylegającego do Treptower Park. Las ten w każdej porze roku wart jest odwiedzenia, jednak teraz, wczesną wiosną, ma on do zaoferowania coś naprawdę wyjątkowego. W dniu naszej wyprawy pogoda była dżdżysta, powietrze świeże i tym wyraźniej poczułam charakterystyczny zapach czosnku dziwnego zajmującego niemal całe przestrzenie między drzewami. To właśnie on, Wunder-Lauch zwany też Berliner Bärlauch był celem naszej wyprawy. Zaopatrzeni w noże napełnialiśmy torby i kosze rozkoszując się intensywnym szczypiorowym zapachem. Chyba wszyscy byliśmy nieco zaskoczeni faktem, że w Berlinie, oprócz butelek, można zbierać coś jeszcze.
Czosnek dziwny, podobnie jak jego kuzyn, czosnek niedźwiedzi, jest rośliną bardzo zdrową. Można jeść ją na surowo, jako warzywo (na chlebie, w sałatce), jako przyprawę (np. w białym serze, jajecznicy) lub z łatwością przerobić na pesto. Wystarczy zmiksować z oliwą z oliwy, dodając trochę soli i ewentualnie orzeszki piniowe lub ziarno słonecznika. Roślinę można też zamrozić i cieszyć się nią jeszcze długo po odejściu wiosny. Zbiory należy zaplanować przed kwitnieniem czosnku (marzec, początek kwietnia) i uważać na jej podobieństwo do bardzo trującej konwalii!

 Nasza szkolna produkcja pesto.
Pesto z czosnku dziwnego

Zanudzam? Polecam więc użyteczną wyprawę do lasu, sprawdzcie sami, czy warto. Dla mnie czosnek dziwny (i jego "złoża" w środku miasta) jest odkryciem sezonu i coś czuję, że zbieranie go już wpisało się na listę naszych wiosennych tradycji. 
Słońca nam i zieleni! :)

Czosnek dziwny w berlinie
Czosnek dziwny w Berlinie